Żaden pomysł nie bierze się z nikąd.

Zwykły, sobotni, letni poranek. Dzień niby jak każdy inny, lecz dla mnie wyjątkowy. Śniadanie z młodszą siostrą, jak milion innych śniadań, ale sama jej obecność sprawia, że jedzenie staje się zdrowe, kolorowe, a mnie rozpiera energia. Normalnie po całonocnym seansie bajek, byłabym skłonna raczej spać do południa, niż wskakiwać w niewygodne jeansy i od rana robić laurki. Żeby to jeszcze jedną czy dwie, ale nie. Robimy dla mamy, taty, babci, dziadka, dla mojego ukochanego i przy okazji dla tej sympatycznej pani z pod piątki, która trzy dni temu poczęstowała nas swoimi wypiekami. Patrząc na Kajcię, zastanawiam się jak w takim małym ciałku dziewięcioletniej dziewczynki mieści się tyyyyyle energii. Na tyle dużo energii, że i mnie się ta energia udziela. Ciekawa jestem czy nauczyciele też tak mają. W końcu pół dnia spędzają nie z jednym, a z kilkunastoma dziećmi co najmniej. Zawsze po cichu marzyłam o tym, żeby uczyć dzieci w szkole podstawowej i koniecznie uczyć ich muzyki. To pozwoliłoby mi połączyć dwie z wielu rzeczy które kocham – dzieci i muzykę. Na takich rozmyślaniach między zabawami zachodzi mi cały dzień, aż przychodzi moment w którym muszę odwieźć siostrę do domu. Obie zmęczone ale z wielkimi uśmiechami, śpiewamy w drodze do rodzinnego domu radjowy hit lata.
-Dziękuję Sarka za super dzień. Bawisz się ze mną zawodowo!
Dzięki niej wiem co chcę robić!
Dziękuję siostrzyczko.